środa, 19 października 2011
Z pierwszym dzieckiem...
Jakiś czas byliśmy razem. W pewnym momencie pojawiło się dziecko. Rosło, wychowywało się. Czas mijał. My ciągle nie byliśmy gotowi na następne. Gdyby nie to, że trochę pokiełbasiło się między nami, już na zawsze Olka nie miałaby szans na rodzeństwo. Nagle, chyba w ostatniej chwili odnaleźliśmy na nowo wspólną drogę. Jednak kara za zwłokę nas nie ominęła. Po kilku tygodniach radości z ciąży, serce zanikło i stop. Teraz już mi łatwiej o tym mówić, ale wtedy...ufff. Kinga płakała,że straciła dziecko. Ja nie potrafiłem jej pomóc bo umierał mi tato i sam potrzebowałem pomocy. Kiedyś nawet mięliśmy taka rozmowę w której licytowaliśmy się: kto bardziej cierpi.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
powiedz mi chociaz na ucho gdzie stoisz :>
OdpowiedzUsuńGdzieś w środku. Tyle mogę teraz powiedzieć. Dzięki za odwiedziny na moim nowym "dziecku" ...:-) Bardzo podchodzę do niego poważnie, więc zapraszam częściej...
OdpowiedzUsuńUderzające.
OdpowiedzUsuńChętnie zostałabym tu na dłużej, ale nie ma tu blogspotowego "obserwuj", nie wiem czemu... A boję się, że bez tego blog zniknie gdzieś wśród zakładek.
...chyba już jest...
OdpowiedzUsuńJest jest, choć tamten szablon był świetny.
OdpowiedzUsuń@lusterko-em: nie potrzebny jest przycisk obserwuj, zeby obserwowac. mozesz wejsc w swoja liste czytelnicza, kliknac dodaj i wpisac adres bloga :))
OdpowiedzUsuńSzablon to rzecz nieistotna, pozostanę przy tym skoro wygodniejszy.
OdpowiedzUsuń